
Sezonowe wahania upadłości to jeszcze nie przełom
Czy sytuacja poprawia się? Jak mówi Michał Modrzejewski, Dyrektor Analiz Branżowych w Euler Hermes Collections, Grupa Allianz: „Niestety sytuacja na rynku nie ulega poprawie, po prostu przeminęła główna kumulacja upadłości związanych z budownictwem infrastrukturalnym, która zaczęła się już w roku ubiegłym. Na pewno liczba bankructw jednak nie będzie się zmniejszać, to jeszcze nie jest poprawa a po prostu spowolnienie tempa wzrostu ich liczby – zarówno we wspomnianym budownictwie jak i w skali całej gospodarki, gdyż nic nie wskazuje na poprawę w pozostałych branżach – nie ma jak na razie wygranych. W skali całego bieżącego roku, jak i przyszłego liczba upadłości będzie rosnąć – o 15% w roku bieżącym (do ok. 850 upadłości) i ok. 5 do 10% w roku przyszłym (spodziewamy się minimum 900 upadłości).
Może być (jest) gorzej niż trzy lata temu – firm nie ratuje już…
Pogarszająca się koniunktura eksportowa prowadzi stopniowo do wygaszenia inwestycji (na wzór podobnego trendu w 2009 roku), redukcji zatrudnienia i w ślad za tym do spadku nastrojów konsumenckich. Spada więc tempo wzrostu konsumpcji na rynku wewnętrznym – nie rekompensuje c ona w takim stopniu, jak to było trzy lata temu, gorszej sytuacji na rynkach zagranicznych, nie spełnia już roli „poduszki bezpieczeństwa” dla przemysłu i handlu. W sektorach tych liczba upadłości generalnie waha się, ale trwale nie spada (poza hurtem – co jest konsekwencją coraz większej jego konsolidacji, zwł. w sektorze spożywczym działa już zdecydowanie mniej niezależnych hurtowni). Liczba upadłości sklepów jest wyższa o ok. 40% niż przed rokiem, a wcześniej rosła nawet w 60% tempie (problemy detalu były widoczne już w drugiej połowie ub. roku – mamy więc obecnie już odniesienie do wyższej bazy, większej liczby upadłości z tego okresu).
Budownictwo – czeka nas jeszcze kilka trudnych kwartałów
Nie można mówić o poprawianiu się sytuacji w kwestii upadłości – raczej o pewnej sezonowości (związanej także z sezonowością w branży dominującej w statystyce – budownictwie). W szczycie sezonu prowadzone prace wymagały wzmożonego finansowania, co wobec słabej sytuacji finansowej branży owocowało częstszymi przypadkami utraty płynności; a przede wszystkim – mamy za sobą szczyt kończenia – a raczej niekończenia kontraktów infrastrukturalnych, wierzyciele widząc to (zrywane kontrakty lub martwe budowy) nie mieli złudzeń, iż dłużnicy dostana jeszcze jakieś środki i stąd wcześniejsza fala wniosków o upadłość. Obecnie ta liczba wniosków o upadłość w branży nieznacznie spadła wraz z „rozliczeniem” już największych kontraktów, co nie znaczy, iż dalszych upadłości nie będzie.
Mimo zapowiadanych inwestycji energetycznych i kolejowych; nieźle rozwijających się też inwestycji komercyjnych (powierzchnie biurowe, handlowe, magazynowe) jak i mieszkaniowych (przynajmniej jak na razie realizacja fali inwestycji rozpoczętych przed wejściem w życie tzw. ustawy „deweloperskiej”) suma środków, które mogą zasilić sektor budowlany będzie jednak mniejsza w ciągu najbliższych kilku kwartałów.
Jak mówi Grzegorz Hylewicz, Dyrektor Windykacji w Euler Hermes Collections, Grupa Allianz: „Wciąż postępować będzie oczyszczanie się rynku ze słabszych kapitałowo podmiotów – na wyrozumiałość wierzycieli (pw. instytucji finansowych) liczyć mogą tylko niektóre największe firmy – mniejsze, a nawet średnie podmioty stanowiące większość w sądowych statystykach upadłości (o średnim obrocie od 3 do 30 milionów złotych i zatrudnieniu do 60 osób) wciąż będą się w nich często pojawiać. Przypadek zbiorowego consensusu dla uratowania Polimeksu nie potwierdza też tego, iż wszystkie duże firmy mogą czuć się już pewnie – największa we wrześniu upadłość dotyczyła firmy o obrocie wynoszącym ponad 500 mln złotych, działająca w jakby się wydawało perspektywicznej niszy infrastruktury kolejowej”.
Transport – barometr zdolności płatniczej przedsiębiorstw wskazuje na nienajlepszą prognozę
O spowolnieniu obiegu należności świadczy kondycja firm transportowych, które po krótkiej poprawie kondycji w 2011 roku (zwł. na skutek wzrostu realizowanych przewozów) ponownie napotykają na klasyczną prawidłowość: klienci mając mniej środków w pierwszej kolejności opóźniają płatności właśnie za usługi transportowe, jako łatwo zastępowalne. Jednocześnie firmy paliwowe, dostawcy części, opon, etc., zaostrzają kontrolę spływu należności w obawie przed kłopotami swoich odbiorców – jak pokazują statystyki z Analiz Branżowych prowadzonych przez Euler Hermes Collections, z Grupy Allianz, firmy transportowe spłacać muszą swoje zobowiązania dwukrotnie szybciej (średnio po 14 do 30 dniach), niż same uzyskują środki od swoich klientów (średnio po ok. 60 dniach). Powstałą w ten sposób lukę finansową pogłębia jeszcze wzrost opłat za korzystanie z dróg (nowy system opłat) jak i wymogi inwestowania w coraz nowszy, przyjaźniejszy dla środowiska sprzęt. Skoro w statystyce upadłości znalazło się ok. trzydzieści firm transportowych zatrudniających zazwyczaj powyżej 50, a nierzadko i 100 osób, to wobec rozdrobnienia branży (90% firm transportowych to małe, rodzinne firmy) prawdziwa ilość firm spedycyjnych, które zniknęły z rynku jest wielokrotnie większa. To wszystko w sytuacji paradoksalnie wciąż dobrze utrzymującej się sprzedaży ciężarówek i sprzętu transportowego – wytłumaczeniem jest podobnie jak w przypadku handlu detalicznego (powstawanie coraz to nowych obiektów sieci dyskontowych podczas gdy znikają sklepy detaliczne i mniejsze ich sieci) postępująca stopniowo konsolidacja rynku, inwestowanie przez największe firmy, mogące sobie pozwolić na zdobycie dzięki temu większego udziału w rynku, zwłaszcza w najbardziej intratnych segmentach zleceń stałych.
W województwie śląskim i łódzkim wciąż mniej upadłości. Liczba upadłości może być jednak myląca…
Duży rynek wewnętrzny (woj. śląskie) oraz elastyczność firm mniejszych (łódzkie) pozwalają w niektórych regionach niwelować ogólny trend wzrostu upadłości, z którym mamy do czynienia pw. w województwach, w których większa niż gdzie indziej ilość firm prowadzi wymianę handlową z zza granicą. Tak jest z reguły w województwach najsilniejszych gospodarczo (gdzie działa też najwięcej przedsiębiorstw), jak np. dolnośląskie, mazowieckie czy wielkopolskie.
Liczba upadłości niekoniecznie świadczy o ich ciężarze, zarówno w sensie ekonomicznym (wielkość przedsiębiorstw, realizowany przez nie obrót – i w konsekwencji odprowadzane podatki) jak i społecznym (zatrudnienie). W niektórych województwach (np. podkarpackie), gdzie liczba upadłości jest mniejsza, ich efekt był zdecydowanie większy w znaczeniu ekonomicznym, jak i społecznym: upadały tu przedsiębiorstwa co najmniej średnie (a w skali regionu – duże), co wobec płytkiego rynku pracy ma bardziej doniosłe skutki niż w regionach, gdzie nie tylko upada, ale i powstaje więcej firm a rynek pracy jest stosunkowo szeroki.
Artur Niewrzędowski
TALKING HEADS PR
EMIL - 12-2021
EMIL - 11-2021
EMIL - 10-2021
EMIL - 09-2021Zobacz więcej publikacji